bo vic to erotomanka jest.
______________
- Seeeeeeeeeeeev! Seeeeeeeeeeev! - Tonks wskoczyla do lozka Severusa i zaczela okladac go recznikiem po glowie.
Cialo Snape'a zaczelo podskakiwac w rytm uderzen Tonks odbijajac sie od materaca i po chwili oboje wyladowali na podlodze, Severus nagi, owiniety koldra w strategicznych miejscach.
- Kobieto! Puchu marny!
- Sam jestes pucharny! A teraz wstawaj, bedziemy plywac!
- Wczoraj plywalem! - Snape owinal sie szczelniej koldra i probowal wstac, co skutecznie utrudniala mu Tonks przyczepiona do jego nogi.
- Puszczajze, no!
- Nie puszcze!
Snape w szalenczej desperacji, probowal ugryzc Tonks w glowe.
Kobieta wydarla sie jak opetana, i zaczela okladac go rekoma po klatce piersiowej.
- Mowiles, ze jestes wegetarianinem! - wrzasnela i zaczela szarpac go za koldre, ktora nie omieszkala sie zsunac, ujawniajac marzenie wszystkich Snaperek narodu. Snape czujac bryze w miejsach, w ktorej bryzy byc nie powinno, przerwal namietne gryzienie Tonks, i zerknal na nia przerazony. Jego krocze znajdowalo sie na wysokosci jej zebow.
- Tylko nie gryz... - syknal przerazony i probowal odsunac sie na bezpieczna odleglosc.
- Zginiesz.
- Nikt nie zasluguje na kare smierci! Nawet Potter! - Snape oparl plecy o lozko i probowal powoli wstac, nie spuszczajac wzroku z, fioletowych tym razem, wlosow Tonks ktore niemilosiernie zblizaly sie do klejnotow opiekuna domu Slytherinu.
- A brukselka!? - jednym zwawym skokiem Tonks zblizyla sie do Severusa i wyladowala razem z nim na lozku. Sev spojrzal na nia przerazony.
- Nie patrz sie tak na mnie, bo sie nieswojo czuje. A jak nie bede gryzla?
- To smialo.
W tym momencie Harry Potter, chlopiec ktory przezyl odsunal sie od okna, i przysiagl sobie, ze nigdy wiecej nie bedzie podsluchiwal. Brukselka mu swiadkiem.
*
- A ja mu wtedy 'Sruuu!'
Potter, wciaz w szoku, pokiwal glowa.
- A on, sluchasz nie? A on sie mnie wtedy pyta czy kupie od niego odkurzacz. Ot tak sobie! Czy wygladam na potrzebujacego odkurzacz? - Zabini wskazal na swoja twarz, na ktorej znajdowalo sie dwanascie krost oraz meszek pod nosem.
Harry wzruszyl ramionami.
- Wiesz co stary? Lubie cie. Bo ty umiesz wysluchac. - usmiechnal sie Blaise, wstal i poklepal Harry'ego po ramieniu. Po czym odszedl, w glebi ducha zastanawiajac sie nad kupnem odkurzacza.
*
- Graaaaaaaaaaaaaaanger! Graaaaaaaaaaaaaaanger! Granger, cholero gdzie ty!? - wydarl sie Malfoy i dziesiec sekund pozniej syknal z bolu, kiedy otrzymal kopniaka od Hermiony. Potarl zaatakowane kolano i szukal wzrokiem oprawcy, ktorego nigdzie nie mogl znalezc.
- Granger? - powiedzial o wiele ciszej niz poprzednio.
- Czego!?- odezwalo sie lozko.
- GRANGER!? - pisnal Draco.
- MALFOY!? - pisnal poirytowany mebel.
- Jestes lozkiem!
- Jestem pod lozkiem matole.
- Czemu? - Malfoy wypial swoj czystokrwisty tylek i znizyl twarz do poziomu Hermiony.
- Bo mi dobrze.
- Ja tez chce! Jest ci dobrze, i sie podzielic nie chcesz.
- Jak sie dolaczysz to juz nie bedzie dobrze. - syknela Granger i wychylila glowe spod lozka prawie zderzajac sie z Malfoyem. Draco odsunal sie troche i usiadl po turecku naprzeciwko niej.
- Wiec, co chciales?
- Zobaczyc twoja piekna buzke!
Hermiona poslala mu chlodne spojrzenie.
- Wracamy do Hogwartu. Wiec, musisz sie spakowac. - Draco wstal i podal dziewczynie dlon, zeby pomoc jej wydostac sie spod lozka.
- Ach. - Granger kiwnela lekko glowa, i zlapala wyciagnieta w jej strone dlon.
*
- Badz mila! - krzyknal Malfoy i zaczal wymachiwac walizka Hermiony. Stal kolo basenu i jej rzecza grozilo wyladowanie w wodzie.
- Hermiono, on chyba nie zartuje. - szepnal Ron patrzac na Malfoy'a.
- Zadnych docinkow! Albo twoje majtki laduja w wodzie! - wrzasnal Malfoy.
Hermiona, ktora stala do niego tylem, przewrocila oczyma i spojrzala na Rona. Ron wzruszyl ramionami. - Moze troche przesadzilas? Nazywanie go zatwardzonym szczurzym jadrem, to odrobine za duzo. W koncu nie zrobil nic zlego.
- Dzieeeeeeeesiec, dziewieeeeec, osiem...
- To on zaczal. - Granger skrzyzowala rece na piersi. - Ogolil mi brwi!
- Jedno zaklecie i odrosna. - wyszczerzyl sie Weasley.
- Siedem! Szesc! Piec! Cztery, trzy, dwa! Jeden! - Malfoy zamachnal sie walizka, i wrzucil ja do wody. - Majtki ci zmokly. - usmiechnal sie zadowolony z siebie, i spojrzal na Hermione, oczekujac ataku z jej strony. Dziewczyna odwrocila sie powoli i podeszla do niego.
- I tak zadnych nie nosze kiedy jestem na wakacjach. - stanela na palcach i delikatnie przycisnela swoje wargi do jego ust, powoli go calujac. Odsunela sie i wskazala dryfujaca walizke.
- To ja ja wezme... - wymruczal Malfoy i wlazl do basenu.
*
- Wszyscy sa!? - zapytal Dumbledore usmiechajac sie. W ciagu pobytu na Fiji, jego skora zmienila kolor na brazowy.
Uczniowie pokiwali glowami.
- Nauczyciele? - spojrzal na pedagogow i kiwnal glowa.
- Bedziemy sie teleportowac. A wiec, raz! Dwa!
- Jeszcze ja! - Snape podbiegl do profesora. - Swietnie! A teraz szybko, zanim ta traszka tu...
- Albusie! A jaa!? - Tonks wyszla z hotelu ciagnac za soba zielona walizke w zaby oraz niosac przescieradlo na ramieniu.
- I po co ci jeszcze przescieradlo? Gryzlac, mietosilas mnie i jeszcze przescieradlo zabierasz? - warknal Snape.
- To pamiatka! Trofeum! Ugryzlam Severusa! Snape'a gryzlam na tym przescieradle! I jak tu go nie zabierac! - Tonks zaczela machac przescieradlem.
- Ekhem. - Dumbledore wrocil do przerwanego zajecia, a Tonks zlapala Severusa pod ramie i probowala owinac mu szyje przescieradlem. - A wiec. Raz, dwa, trzy! - i z cichym pyknieciem teleportowal siebie, nauczycieli, uczniow i jakiegos bezdomnego kota spowrotem do Hogwartu.
THE END. [ czesci pierwszej. ^^ ]
Nastrój:
tagi: